Wydawać by się mogło, że morsowanie to mocno hardcorowe zajęcie. Uznaje tak większość ludzi, z którymi rozmawiam. Jako, że jest to jedna z moich ulubionych form relaksu, postanowiłem pokazać ją od nieco bardziej „ludzkiej” strony, bo przecież strach ma tylko wielkie oczy 😉

Ilekroć z kimś, kto jeszcze morsować nie próbował rozmawiam, zawsze jest taka sama reakcja: szok i niedowierzanie, często podlane lekką nutą zazdrości. No bo jak to tak – wchodzić do zimnej wody? I to jeszcze na mrozie? Toż to przecież minimum zapalenie płuc! Prawda jest jednak taka, że nic nie daje mi takiego kopa energetycznego, jak porządna kąpiel w zimnej wodzie. A korzyści z tego jest jeszcze więcej.

Długo nie mogłem się zdecydować na prawdziwe zimowe kąpiele. Zdarzało mi się po saunie wskoczyć do balii z zimą wodą i na pewno daje to pierwsze wyobrażenie o towarzyszących morsowaniu odczuciach. Ale to jednak nie to samo, co kąpiel w przeręblu. Raz, że woda jest cieplejsza, dwa, że zwykle jesteśmy pod dachem. Zimny prysznic też pozwala się przygotować i oswoić z zimnem, jednak ma te same wady co balia + kto lubi marznąć pod własnym prysznicem? Nie mniej jednak jedno i drugie polecam na początek. Chociaż sam fanem zimnych pryszniców nie jestem, to mi od dawna pomagają na kaca 🙂 Prawda jest taka, że wg mnie nic nie zastąpi uczucia towarzyszącego morsowaniu w przeręblu na łonie natury.

Jak zacząć morsować?

Bardzo prosto – przełamać się i dać nura do wody;) Wszystkie przeszkody towarzyszące morsowaniu są w głowie (zakładając oczywiście, że jesteś zdrowa/y i nie masz przeciwwskazań zdrowotnych). Jak już się przełamiesz i wiesz, że chcesz to zrobić, to najważniejsza w przygotowaniach do kąpieli jest rozgrzewka. Tutaj sprawa zależy od indywidualnej formy. Mi trudno było się porządnie rozgrzać będąc już nad wodą, więc zacząłem biegać nad zalew. Dość intensywne interwałowe 3 km, które mam nad jezioro jest dla mnie idealną rozgrzewką. W sam raz, żeby się trochę zmęczyć, podbić tętno i nieco spocić. Tak rozgrzany po prostu się rozbieram i wchodzę do wody. Czas, jaki tam spędzam jest różny i zależy od wielu czynników, ale przede wszystkim od tego jak się czuję. Raz wchodzę na nieco ponad minutę, innym razem ponad trzy nie stanowią większego problemu. Na początek jednak wystarczy wejść i wyjść. Oczywiście bardzo ważna jest asekuracja. Pod żadnym pozorem nie należy zaczynać zimowych kąpieli samemu. Nigdy tak na prawdę nie wiesz, jak Twój organizm zareaguje za pierwszym razem. Jeśli zbyt dużo czasu spędzisz w przeręblu, może pojawić się drętwienie rąk i nóg, zawroty głowy lub utrata przytomności. Dlatego bardzo ważne jest, aby ktoś miał na Ciebie oko.

Po wyjściu z wody wycieram się, ubieram i biegiem wracam do domu. Dzięki temu szybko się rozgrzewam. Jeśli nie biegasz, bardzo przydatna będzie gorąca herbata i ciepłe miejsce do ogrzania się. Może to być jakaś knajpka, albo po prostu samochód i termos.

Jakie to uczucie?

Morsowaniu towarzyszy całe spektrum emocji. Na początek ekscytacja związana z przygotowaniem do zanurzenia. Początek kąpieli to zazwyczaj mocny szok dla organizmu. Ta część jest najtrudniejsza. Następuje wtedy spięcie wszystkich mięśni oraz mocne przyspieszenie oddechu i tętna. Właśnie na tym etapie trzeba się wykazać największym samozaparciem. Gdy już uda się uspokoić oddech, następuje wyciszenie i rozluźnienie całego organizmu. Nie będziesz czuć tak właściwie zimna. Tak na prawdę, w trakcie mojego ostatniego morsowania, było mi bardziej  zimno nad wodą niż pod wodą, chociaż było w okolicach 0 stopni. Gdy zaczniemy odczuwać zimno lub niewielkie skurcze/drgania mięśni, jest to ostatni moment do wyjścia w dobrej formie. I nie martw się, że wyjście z wody spowoduje, że zmarzniesz. Tak właściwie, będzie odwrotnie – pomimo stania w stroju kąpielowym na mrozie odczujesz przyjemnie ogarniające cię ciepło. Nie daj się jednak zwieść. Musisz się szybko wytrzeć i przebrać, żeby nie dopuścić do nadmiernego wychłodzenia organizmu. Twoje odczuwanie bodźców czuciowych będzie nieco zaburzone, więc musisz się zdać tutaj na swój plan/zdrowy rozsądek, a nie na to co czujesz.

Co potrzeba do morsowania?

Chęci. Całą resztę zapewne masz domu, czyli: ręcznik, strój kąpielowy i klapki, czapka i rękawiczki. Przy dłuższym czasie spędzanym w wodzie, przydatne będą też neoprenowe buty do wody. W końcu przy wychłodzeniu organizmu to właśnie stopy i dłonie cierpią w pierwszej kolejności. W zależności od miejsca w którym morsujesz, może się też okazać, że bez siekiery się nie obejdzie. Swoją drogą własnoręczne wyrąbywanie przerębla jest też znakomitą rozgrzewką i to niezły ubaw.

Co daje morsowanie?

Mi przede wszystkim kopa energetycznego i niesamowitą frajdę. Ale to są odczucia subiektywne. Na pewno jednak wzmacnia odporność i pomaga wyleczyć infekcje. Szok, który przeżywa organizm w trakcie morsowanie pobudza układ immunologiczny. W związku z tym jego reakcja obronna jest jeszcze intensywniejsza. Wiele razy już, szybka zimowa kąpiel wyleczyła mnie z początków przeziębienia. Biorąc pod uwagę mój tryb życia (średnio 5h snu, jazda na rowerze w zimie, prosto po siłowni, lekkie ubranie przez cały rok), niewiele choruję, a jeśli już, to choroby przechodzę lżej, niż reszta rodziny.

Mam nadzieję, że zachęciłem kogoś z Was tym  zdrowotnym wpisem 😉 W końcu medycyna naturalna staje się ostatnio równie popularna co ruchy antyszczepionkowe, więc niech będzie to Twój pierwszy krok to pobudzania odporności 😉

PS.

Żona coś nie chce się zgodzić, żebym pomorsował z synem. Ja wiem, że wiek 3,5 lat to może niewiele, ale widzieliście te filmiki z Rosji? 😀 Tam hartują noworodki! Tak swoją drogą, co o tym myślicie? Jeśli Wasze dziecko choruje non stop i zaczynacie szukać różnych form uodpornienia, to czy taka nie byłaby warta uwagi?

 

foto by TrainingMan

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *