Zawsze staram się łączyć obowiązki z moimi potrzebami. Tak je wykonywać, żebym przy tym miał coś dla siebie. Coś co lubię. Tak, można mi zarzucić skrajny egoizm 🙂 Ja jednak uważam, że to się właśnie nazywa łączenie przyjemnego z pożytecznym. Jak zatem dzielę obowiązki ojcowskie z moimi aktywnościami fizycznymi?

foto: Darek Senkowski

Przykładem jest siłownia. Aby móc ćwiczyć codzienne musiałem się zmobilizować do bardzo wczesnego wstawania. Nie czułbym się dobrze, gdybym przez swój egoizm był jedynie gościem w domu. Poza tym chcę aktywnie uczestniczyć w wychowaniu dzieci, co byłoby niemożliwe gdybym po pracy pędził na siłownię i tym samym do domu wracał jak już maluchy będą spać. W tej sytuacji pozostały mi treningi przed pracą. Nie będę ukrywać, że pobudka w tygodniu o 4.15 to nic przyjemnego, ale dobry trening jest w stanie to wynagrodzić.

Po co spać, skoro można trenować? 😉

Tak, śpię około 4,5 godziny. Tak, to nienormalne, niekoniecznie zdrowe i raczej tego nie polecam. Jednak kiedy rozpocząłem taki tryb , byłem bardzo zdeterminowany, a  to był jedyny sposób, który pozwolił mi realizować swoje pasje.  Za to jak już zasnę, to śpię tak mocno, że nocne płacze maluchów rzadko mnie budzą. Dodatkowo do perfekcji opanowałem drzemki i jak tylko nadarzy się okazja, to z nich korzystam i nie gra roli miejsce i czas. Nawet klocki lego nie uwierają wtedy tak mocno 😉

Mam też to szczęście, że siłownia, do której regularnie chodzę, zapewnia darmową opiekę nad dziećmi. I jak tu nie skorzystać z takiej opcji?! Tata trochę potrenuje, a syn się bawi z przemiłą Panią opiekunką – bo zawsze nowe zabawki są bardziej interesujące, niż te w domu. Oczywiście jest to opcja weekendowa lub kiedy mam wolny dzień. Staram się nie opuszczać moich porannych treningów.

Innym przykładem jest jazda na rowerze. Nie miałbym możliwości jeździć rekreacyjnie, kiedy w domu szaleje dwoje maluchów. Dlatego uznałem, że warto spróbować wykorzystać rower w drodze do i z pracy. Nie wspomnę już o weekendowych wycieczkach z synem w foteliku rowerowym. Dziecko zadowolone i tata ma zapewnioną porcję porządnego ruchu. A żona ma na własność samochód. Wilk syty i owca cała.

foto: Darek Senkowski

W trakcie zabaw z dziećmi też staram się być aktywny. Nic tak nie czyści głowy ze spraw zawodowych jak gonienie się z synem po całym domu, poprzedzone szybką przejażdżką rowerową. Dzięki temu spędzamy aktywnie czas, jednocześnie przekazując dobre wzorce. W końcu ruch to zdrowie! Dodatkowo pokazuję mu, że złość (trudna sprawa u trzylatka) można inaczej odreagować. W końcu lepiej się wyżyć na miśku lub ścianie niż młodszej siostrze 😉

A co jest motywacją?

Właściwie w każdej sytuacji można zapewnić sobie nawet małą dawkę ruchu. Wystarczy chcieć, być zdeterminowanym i nie odpuszczać. Dzieci nie są wymówką – one są motywacją. W końcu to my, rodzice jesteśmy dla nich największym autorytetem i to od nas czerpią wzorce.

Forma się sama nie zrobi, a wiadomo, że początki są bardzo trudne przy maluchach. Czasem prawie nie wykonalne (zwłaszcza po nieprzespanej nocy). Mimo, że oczywiście czasem zdarza się, że odpuszczam trening bo np. choroba dzieci mnie też pozbawiła sił, to jednak nie stanowi pretekstu do zaniechania  treningów. Wracam zawsze najszybciej, jak tylko sytuacja na to pozwala.

Mnie się udaje od trzech lat, z drobnymi przerwami. Jestem bardzo zadowolony z efektów, jakie u siebie widzę , chociaż wbrew temu co wszyscy trenerzy mówią – nie mam wyznaczonego celu. Robię to co lubię, a to ile dźwigam, czy jak wyglądam, jest dla mnie kwestią wtórną.  To jest mój sposób na wszelkie domowe stresy. Dlatego zachęcam do szukania własnej ścieżki sportowo – rodzinnej.

Mam nadzieję, że uda mi się zainspirować Cię do działania! A Jakie są Twoje sposoby na godzenie swoich ulubionych zajęć z opieką nad dziećmi?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *